Kiedy stałem na przystanku (żeby dojechać do Ushera) bardzo zmarzły mi nóżki. Eh! Dwie pary skarpet i różowiutkie glany* nie wystarczyły. Nie ma co się dziwić, w końcu jest lato. Gdy podjechał bus wywinąłem orła wchodząc do niego. Nie było miejsca! Musiałem stać całe 5 minut drogi :( Oczywiście znów się potknąłem wychodząc z busa. Nadszedł czas wejścia do posiadłości Ushera. Nie podobał mi się jego dom. Nie miał żadnego elementu różowego! Szczyt bezczelności! Kiedy wchodziłem przez bramę do jego domu zaatakowały mnie pitbulle! Jeden z nich to pies a drugi to Pitbull :D Właśnie wychodził od Ushera.
-Ty! Fankom wstęp wzbroniony!- powiedział.
-Ale... ja jestem Justin.- rzekłem zdziwiony, że ten "kolo" mnie nie zna.
-Aaa... to ty młody!- krzyknął i pośpiesznie wyszedł za bramę.
Szedłem w stronę domu Ushera kiedy nagle poczułem wiatr z tyłu. Okazało się, że pitbull (pies) odgryzł moje różowiutkie rureczki!!! Wkurzony pobiegłem ścieżką prowadzącą do posiadłości.
-Może Ush nie zauważy?- stwierdziłem i zadzwoniłem dzwonkiem, który brzmiał jak najlepszy kawałek Ushera! Iiip! Wpuścił mnie do domu i graliśmy aż pół godziny. Bo na aż tyle pozwoliła mi Mamusia zostać u niego. Od razu poszedłem do wanienki i wykąpałem się "Johnsons baby". Tym razem nie pozwoliłem sobie na późne pójście spać jak ostatnio. Poszedłem o 17:00.
*te glany:
1 komentarz:
ahahahahah.. normalnie :D masakra. jak to czytam xd ^^. zajebistee ^^. :D
Prześlij komentarz